9/06/2017

Słowikowe nalewki :))

    Post niewiele ma wspólnego z wojażami ;) chociaż po owoce przecież też trzeba gdzieś pojechać i je zerwać :)



    Zaczynam swoją przygodę z nalewkami. Kiedy mi się znudzi? - to zależy od uzyskanego efektu, na razie jestem w euforii bo większość zrobionych przeze mnie nalewek po prostu mi smakuje! :))
    Po co je robię? – po to żeby wieczorem, kiedy na dworze jest szaro i buro,  zakopać się pod kocykiem z kieliszkiem w dłoni, rozgrzewać się i delektować /no właśnie – DELEKTOWAĆ SIĘ!/ wybornym smakiem. Poza tym cały proces tworzenia uczy cierpliwości by potem smakować z życia to, co najlepsze :)

  Usłyszałam kiedyś zdanie, że siłę nalewki powinniśmy poczuć w trzewiach, nie na podniebieniu…nie do końca ę z tym zgadzam, uważam że podniebienie jest tak samo ważne :))

Mój pierwszy raz czyli Nalewka z Pigwy



     Nie do końca jest moja, właściwie tylko w połowie, ale to właśnie od niej zaczęło się moje nalewkowe szaleństwo. Wujek mojego męża każdego roku robił tą pigwówkę. Wujek zmarł. Po jakimś czasie, na półce w garażu znaleźliśmy butelkę…to był zlany sok z wcześniej zasypanej cukrem pigwy. Wystarczyło zalać alkoholem – wybrałam spirytus 60%. Gdzieś przeczytałam, że takie stężenie jest najbardziej odpowiednie. Nalewka jest PRZEPYSZNA! Niestety, nie wiem ile wujek dał cukru i na jaką ilość owoców, nie wiem czy kiedykolwiek uda mi się zrobić taką samą – dla mnie jest IDEALNA!

     Potem zaczęło się szaleństwo...akurat dojrzewała czarna porzeczka, truskawka, wiśnia, jagody i maliny :)) Pora kupić słoje i zapas spirytusu.



    Dużo czytałam o nalewkach, ale doświadczenia nie mam wcale. Zasypać cukrem, czy zalać alkoholem? Wybrałam drugą opcję - okaże się czy tą lepszą :))

Nalewka z czarnej porzeczki

     Zerwałam dojrzałe już owoce - ok. 1,5kg. Trochę roboty przy tej nalewce jest bo wszystkie owoce muszą być dokładnie "oskubane". Nie może być żadnych łodyżek, żadnych farfocli ;)
Owoce zalałam 1 l. spirytusu 60%. Dodałam 6 goździków i kawałek kory cynamonu. Taki słój leżakował przez 6 tygodni, szczelnie zakręcony. Co kilka dni /kiedy mi się przypomniało/ trzeba trochę potrząsnąć słojem. Po tym czasie owoce przecedziłam i przesypałam cukrem trzcinowym /ok. 600 gram/. Słój owinęłam gazą i zostawiłam w nasłonecznionym miejscu /na parapecie/ na około tydzień. Gdzieś przeczytałam, żeby za bardzo slojem wtedy nie trzepać, nie rozpuszczać na siłę cukru - rozpuści się go tyle ile trzeba :) Nie można wtedy za bardzo owocom przeszkadzać :))
Po tygodniu zlałam wytworzony sok, wycisnęłam owoce i oba płyny /sok i wcześniej zlany alkohol/ połączyłam. Pora na filtrowanie. To żmudny proces i trzeba się naprawdę wykazać cierpliwością :))


   Ja najpierw przecedzam nalewkę przez gazę złożoną na 4 części, a następnie przez filtr do kawy. Kap...kap...kap...trochę to trwa :) Nalewka jest za to klarowna i pięknie się prezentuje.


Nalewka z truskawek

     Podobno jej smak w dużej mierze zależy od rodzaju truskawek, od ich soczystości i słodyczy - moje chyba nie były najlepsze ;) 
Z pewnego żródła /podobno/ nabyłam 1,5 kg owoców i tak jak w przypadku czarnej porzeczki cały proces tworzenia był podobny. Zalałam owoce 1 litrem spirytusu 60%, dodałam 6 goździków, laskę cynamonu, ale dodatkowo wlałam jeszcze ok. 200 ml. rumu /pozostałości filipińskie/ oraz rozciętą laskę wanilii. Truskawki macerowały się 6 tygodni. Po tym czasie odcedziłam je, zasypałam cukrem trzcinowym /ok. 600g/i po ok. tygodniu znowu odcedziłam, połączyłam oba płyny, spróbowałam - dla mnie było zbyt gorzkie. Z powrotem wsypałam owoce do płynu, dodałam bezpośrednio do słoja chyba ze 3 łyżki miodu wielokwiatowego i zostawiłam na kilka dni. Po kilku dniach zaczęłam wszystko odcedzać, filtrować i dostawałam szału!!! Bardzo źle się filtruje nalewkę truskawkową...a jeszcze jak jest z miodem to już w ogóle... Nie było już kap...kap...kap... tylko kap...........kap............kap............. 



     Filtrowałam ją codziennie po południu przed kilka kolejnych dni - opłacało się! Nalewka jest przepyszna, o wiele bardziej mi smakuje niż czarna porzeczka :))

W słojach na swoją kolej czekają miodówka, borówka amerykańska, maliny, wiśnie...można jednak zrobić coś na szybko ;)

Nalewka na wiórkach kokosowych

    Nie ja ją wymyśliłam, ale trochę musiałam ją zmodyfikować.


    Starałam się trzymać przepisu, ale kiedy zalałam wiórki mlekiem i zaczęłam gotować, powstała jedna, wielka bryła...po dodaniu mleka skondensowanego w dalszym ciągu wszystko było baaardzo gęste - niech się dzieje co chce, dodałam /dodatkowo/250 ml mleka niesłodzonego i 250 ml słodzonego. Dalej było gęste! Następnego dnia dokupiłam jeszcze 500ml skondensowanego, niesłodzonego mleka i też dodałam. Do tego jeszcze chlupnęłam rumu /tak na oko...ok. 100-150ml/. W słoju leżało tydzień. Każda próba wstrząśnięcia słojem była porażką - trzeba to mieszać jakąś łyżką. Po tygodniu odcedziłam przez gazę, o filtrowaniu przez filtr do kawy już mowy nie było. I wiecie co...to jest PRZEPYSZNE! Wyczuwa się rum, nie jest za mocne - dla mnie BAJKA :)) Będę to robiła częściej.


    A co powiecie na Miętówkę? :)
Wiecie, że często wyjeżdżam do Marszałek i nie tylko tam leniuchuję ;) Czasem też plewię :)) Przy okazji porządkowania grządki z chwastów zauważyłam miętę pieprzową - rośnie tam jak zwariowana! Zdrowe liście i kilka łodyg włożyłam do słoja

Składniki:
Dość duży bukiet mięty pieprzowej
Skórka z dwóch cytryn /należy obierać bardzo cieniutko, bez białej cześci/
1 litr spirytusu 60%
4 łyżki cukru /wydawało mi się mało i dałam dwa razy tyle/




   To zdjęcie zrobiłam kilka dni po zalaniu i już wtedy nalewka z zielonej zaczęła zmieniać kolor na żółty...potem brązowy...wyglądała nieciekawie, a ja chciałam żeby była zielona - co robić? Zaczęłam szukać porad, czytać... chciałam uratować tą miętówkę. Nie było wyjścia - kolejny wypad na działkę i wróciłam ze świeżą mietą. Bo z tą nalewką to jest tak: mięty nie trzymamy w alkoholu za długo, po kilku dniach trzeba miętę wyjąć, inaczej traci kolor. Moja straciła, ale dołożyłam świeżej mięty i zostawiłam dosłownie na dwa dni. Wrzuciłam jeszcze 2 owoce kardamonu.


   Nalewka smaku nie zmieniła, ale taki kolor zdecydowanie wolę :))
Na początku napisałam, że 4 łyżki cukru wydało mi się za mało i dodałam więcej. Źle zrobiłam - nalewka jest mocno miętowa, czuć cytrynę, moc ma odpowiednią, ale jest za słodka!
Uważajcie więc z cukrem :))



    Miodówka z cytryną i imbirem

    Nie wszystko musi być bardzo słodkie, moja miodówka na pewno nie jest! :)
Wydawałoby się, że nalewka miodowa musi być słodka...no tak - o ile nie przedobrzy się z cytryną ;) Moja jest kwaśna jak diabli!
Znalazłam gdzieś prosty przepis:

1 litr miodu /lipowy lub wielokwiatowy/
1 litr soku z cytryny
1 litr spirytusu /ja dałam 60%/ - nalewka w zamyśle miała nie otumaniać tylko miała być spożywana w celach leczniczych :)) /

    Przepis banalny, nic tylko mieszać! Hmm...trochę to zbyt proste - dodałam kilka kawałeczków imbiru.. Ta nalewka podobno nie musi leżakować zbyt długo - u mnie czekała miesiąc. Miód osadzał się na dnie, trzeba było co kilka dni wstrząsać słoikiem /zresztą - każdą nalewkę trzeba/


Płyn jest gęsty...czarno widzę to filtrowanie! Najpierw gaza


   I już moja cierpliwość wystawiana jest na próbę! Każda nalewka, do której dodaje się miód jest masakryczna w filtrowaniu!!! Filtrują ją już kilka dni i końca nie widać... ;)

Uff...po tygodniu filtrowania skończyłam 😊 Taki mamy efekt końcowy


Dzisiaj zlałam alkohol z malin :)) Leżą sobie już w słoju zasypane cukrem, ale o tym już następnym razem ...


    Nalewka z malin - klasyk wśród nalewek

1 kg malin zalałam 1 litrem spirytusu 60%. Dodałam do tego 6 goździków i laskę cynamonu. Owoce macerowały się 6 tygodni. Po tym czasie zlałam alkohol, a owoce zasypałam ok. 0,5 kg cukru trzcinowego. Dodałam też 2 łyżki miodu malinowego i miałam czekać 1-2 tygodnie. Nie wiem po co tak długo czekać - już po kilku dniach cukier był całkowicie rozpuszczony, a soku w słoju było bardzo dużo 😊
No to filtrowanie - najpierw gaza.


Jak widać w płynie pływało dosyć dużo malutkich malinowych kawałeczków


    Potem najbardziej długotrwałe filtrowanie przez papierowe filtry do kawy. Warto się pomęczyć...nalewka jest klarowna, nie za słodka - taka w sam raz! :))


    Nalewka aptekarska lub farmaceutów /nazwa wedle życzenia/ ;)

    Koleżanka podpowiedziała mi, że jest to przepyszny trunek i naprawdę warto go zrobić. Nalewka nietypowa...każdy jest mocno zdziwiony kiedy po spróbowaniu dowiaduje się, że jest zrobiona na ...mleku :))

Istnieje wiele wersji tej nalewki - ja skusiłam się na dwie: z cytrynami i bananami.

1 kg cytryn obieramy, usuwamy całe białe albedo! i kroimy w cienkie plastry /usuwamy też pestki/
1 litr spirytusu 95%
1 litr mleka
1 kg cukru
skórka z 1 lub 2 cytryn

Druga wersja

1,5 kg bananów pokrojonych w plasterki
1 litr spirytusu 95%
1 litr mleka
1 kg cukru
sok wyciśnięty z jednej cytryny
Ja dodałam jeszcze troszkę malin ;)

Wszystkie składniki mieszamy w słoju.


    Na końcu wlewamy mleko. Specjalnie jeszcze nie wstawiam zdjęcia z mlekiem, poczekam kilka dni żeby mleko się ścięło. Na innych zdjęciach widziałam, że nie wygląda to zbyt apetycznie, ale cóż...po miesiącu poczwarka zmieni się w pięknego motyla :))

Nie musiałam czekać kilku dni, już następnego dnia wyglądało to tak:


Przyznacie, że wygląda to...hmm...tak trochę nie za bardzo ;) Teraz czekamy miesiąc...

Po prawie 3 tygodniach nalewka w dalszym ciągu wygląda trochę dziwnie ;)


A tak wygląda nalewka po miesiącu :)) Boska jest!!! :) I kto by pomyślał, że składa się z mleka ;)


Druga wersja z bananami i malinami


    Nalewka z borówki amerykańskiej

Borówkę amerykańską uwielbiam! Jem ją z jogurtem, ze śmietaną, dodaję do pankejków, do naleśników czy pierogów. Ale nalewka z borówek? Dlaczego nie :)) Okaże się czy w płynie smakuje równie wybornie.

1 kg borówek amerykańskich
1litr spirytusu 60%
0,5 kg. cukru trzcinowego
3 goździki
pół laski cynamonu

Podobnie do poprzednich przepisów - owoce zalałam spirytusem na miesiąc, dodałam goździki i cynamon. Po miesiącu zlałam alkohol, a owoce zasypałam cukrem na ok. 2 tygodnie. Powstały sok zmieszalam z odlanym wcześniej alkoholem. Pora na filtrację i można przelać do butelek :)


   Nalewka ma ładny kolor, w smaku wyraźnie czuć owoce, jeśli chodzi o moc to dla mnie jest ok, ale coś jest nie tak z zapachem... czuję coś co kojarzy mi się z jakimś lekarstwem - jeszcze nie wiem z jakim, ale wyraźnie go czuć :) No cóż...niech się troszkę uleży i zobaczymy za jakiś czas.


   Nalewka z aronii na liściach wiśni

   Przepis na tą nalewkę znalazłam już dawno, ale jakoś nie mogłam się za nią zabrać. Zaczęłam się jednak przyzwyczajać do wypełnionych słojów czekających na dalszy etap produkcji no i przyszła pora na aronię :))

   Kiedy zdobędziemy aronię - mi udało się nabyć 1 kg - trzeba ją zamrozić, nie wiem po co, ale w znalezionym przepisie tak pisało :) Kiedy aronia leżała sobie w zamrażarce, koleżanki przyniosły mi cały woreczek liści wiśni. Nie liczyłam ile ich było, ale wg przepisu na 1 kg powinno być ich ok. 100. Dodanie liści wiśni niweluje aroniową goryczkę :) Zamrożoną aronię i liście wiśni zalewamy 1 litrem wody. Zrobiłam tak i...liście wystawały ponad wodę! Hmm...dolałam jeszcze pół litra wody.


   Gotujemy wszystko ok. 10 min. W oryginalnym przepisie wszystko odcedzamy i aronię wyrzucamy. Tak szybko i już? Miałam wątpliwości czy z owoców udało się w ten sposób "wycisnąć" cały sok. Żal mi było je wyrzucić i w koszu wylądowały same liście wiśni ;) Aronię po odcedzeniu przełożyłam do słoja i zasypałam cukrem. Wg przepisu powinno być 1 kg cukru - ja dałam połowę.
Do nalewu dodałam sok z jednej cytryny i wlałam 1 litr spirytusu 96%. Moja aronia leżała sobie w słoju prawie dwa tygodnie, codziennie lekko pomagałam jej wstrząsając słojem. Po tym czasie znana już procedura - przecedzanie najpierw przez gazę. Powstały sok wlałam do słoja ze sporytusem. Ponoć to jest ważne, trzeba sok wlać do spirytusu - nie odwrotnie bo jakieś grudki się robią...mi się nie zrobiły :). Wszystko razem poleżało sobie jeszcze ok. tygodnia i powtórnie gaza....potem jeszcze raz gaza...potem filtry do kawy. Nalewka jest gęsta i filtrowanie wymaga cierpliwości :))
Efekt...:))) SUPER!!!


2 komentarze:

  1. Ło matulu - ale szaleństwo. W dodatku jak ładnie udokumentowane fotograficznie. U mnie w tym roku tylko podrabiany Fernet-citrus. Jeszcze się maceruje. A ulubione to cytrynowo-limonkowo-melisowa, pestkówka, na pędach sosny, czeremchówka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż sobie wygooglowałam ten fernet ;) No widzisz....naród nam się rozpija :)) Zaszalałam w tym roku i spodobało mi się. Teraz filtruję już wiśniówkę, aptekarska się maceruje, a borówka amerykańska puszcza sok w cukrze :)) Popełniłam kilka błędów, ale bez tego się nie da. Nie mam jeszcze swojej ulubionej, muszę poczekać parę miesięcy i wtedy ocenię, która wyszła mi NAJ! :)) Na zdrowie!

      Usuń

Copyright © 2017 Wojaże Słowików