Jesteśmy już w Arushy, w hotelu Tulia. Cena to 200zl za dwie osoby. Wspomniałam w poprzednim poście, że hotel jest jak najbardziej w porządku, natomiast wychodzić poza jego mury odradzam. Arusha to duże miasto i oglądane zza szyby samochodu nie nastraja optymistycznie. Zresztą i Kishari i pracownicy tego hotelu stanowczo odradzali nam spacery po okolicy. Po długim locie byliśmy naprawdę zmęczeni i nawet na myśl nam nie przyszło żeby wybierać się gdzieś na spacer. O godz. 6 rano czekało na nas smaczne śniadanie, a na parkingu Kishari przywitał nas w czyściutkim, super wyposażonym samochodzie. Mieliśmy dosyć sporą lodówkę, gniazdka do prądu /wykorzystywane do ładowania sprzętu, ale trzeba mieć przejściówkę/, na każdym siedzeniu była dodatkowa poduszka i masajskie okrycie dla każdego z nas :) Dodatkowo pod aparaty Kishari przygotował dla nas woreczki z grochem?