9/03/2014

Tajlandia - Angthong Marine Park - sierpień 2014


    Podczas pobytu na Koh Phangan nikt nie chciał ze mną płynąć na żadną wycieczkę morską, teraz na Samui też nikt nie chce :( W końcu udało mi się namówić syna i w pierwszym napotkanym biurze kupiliśmy Angthong Marine Park.


   Zależalo mi tylko żeby płynąć szybką łodzią. Koszt - 2000 BHT na osobę /z kajakami/
Pogoda na Samui nie za bardzo nam dopisywała i wieczorem zadzwoniła pani, która poinformowała nas, że wycieczkę przesuwają o jeden dzień bo podobno pogoda ma się poprawić. Byliśmy wściekli! Tym bardziej, że mieliśmy na później zaplanowaną inną wycieczkę. No, ale nic to...może mają rację z tą pogodą? No i oczywiście mieli rację! :)  Rano przyjechał po nas busik i pojechaliśmy do portu niedaleko Big Buddy. Pogoda zapowiadała się wyśmienicie! Mam chorobę morską i asekuracyjnie łyknęłam sobie tabletkę, która mi została ze styczniowego wyjazdu. Przy porcie zaplanowane było śniadanie /tosty, dżem, herbata, kawa, sok/ Ja oczywiście na czczo :)
Plaża przy porcie masakrycznie brudna! Kilka zdjęć z portu




i nasza łódź



wspomniane śniadanie


        Dojechało kilka busików, naliczyłam prawie 30 osób. Czy oni chcą nas zmieścić w tej jednej łodzi? No tak - jednego dnia odwołali wycieczkę i trzeba gdzieś tych wszystkich ludzi umieścić... No więc wyobraźcie sobie jak siedzieliśmy...jak sardynki! 
Niedługo przed wyjazdem kupiliśmy nowy aparat, staram się trochę uczyć, dużo czytam, idzi mi to wszystko jak krew z nosa...kiedyś podczas oglądania innych zdjęć zwróciłam uwagę, że takie ładne, kolorowe. No to poprzestawiałam coś tam w ustawieniach żeby nasycenie kolorów było lepsze. Robiłam potem zdjęcia - jak je oglądałam później na ekranie aparatu to nie zauważyłam nic podejrzanego. Dopiero teraz, na komputerze widzę co z tego wyszło! Zielone liście są prawie żółte, woda zalatuje fioletem...próbowałam coś je ponaprawiać, ale nie do końca mi się udało. No trudno - są jakie są, ważne, że pamiątka jest.
Płyniemy najpierw na snurkowanie. Maski i rurki nam dali, rafa była niezła :) Mieliśmy tam chyba ok. 40 min. czasu na pływanie.








      Płynęła z nami grupa chyba Libańczyków i jeden z nich, w kapoku podtopił się! Nie wiem jak to możliwe, ale usiadł na rafie, dwóch z obsługi podpłynęło do niego, holowali go na linie - normalnie szok! Myślałam, że może coś mu się stało w nogę albo coś takiego - ale podtopić się w kapoku?! Głupio mi było w takiej sytuacji zdjęcia pstrykać więc musicie mi uwierzyć na słowo :)
Tutaj czeka na pomoc



i płyniemy dalej






Dopłynęliśmy do wyspy z punktem widokowym Mae Koh Island


i schody mnie zabiły! Uda trzęsły mi się jak galareta, wejść tam i potem zejść - to wyczyn, w dodatku niemiłosierny upał.













    Marzyłam, żeby jak najszybciej zejść i zamoczyć się w wodzie, która dawała jakąś namiastkę ochłody. Każdy kawałek cienia był okupowany.




niektóre grupy tutaj pływały na kajakach - my nie


   Po jakiejś godzinie popłynęliśmy w inne miejsce. Tam mieliśmy obiad, nawet smaczny i godzinę luzu. Plaża z kawałeczkami rafy, nie sprzątana, na boso ciężko się chodziło, ale woda...MARZENIE!












    I tutaj mieliśmy pływanie na kajakach. Popłynęliśmy z Bartkiem najpierw na jedną stronę - potem mieliśmy na drugą, ale decyzja była jednogłośna - Wracamy! 
Było tak strasznie gorąco, nogi jak galaretki po schodach, teraz ręce stracę... nie ma innej opcji, wracam i taplam się w wodzie :) Bartek mówi: zaczekaj, niech ktoś inny pierwszy odpadnie, głupio tak pierwszemu zawracać. hehe - zmuszać się nie mam zamiaru. my byliśmy pierwsi, za nami zaraz inni odpadli 









W pewnym momencie błogiego nic nierobienia myślałam, że mam zwidy od tego upału. ŚWINIE! Świnie na plaży? ;)
No najprawdziwsze świnie! Przyszły sobie dwie, potaplały się w wodzie, poryły dno, trochę się poszturchały








Po zabawie ze świniami, ok. 15.00 wracaliśmy do domu







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2017 Wojaże Słowików