Za każdym razem kiedy wspominałam znajomym, że wybieram się na warsztaty fotograficzne z
Pawłem Uchorczakiem na Azory, słyszałam od osób, które ten kraj odwiedziły: będziesz
oczarowana! Oglądałam zdjęcia, kilka filmów… no tak, jest tam bardzo zielono, a
to przecież kolor
nadziei. Uspokaja i koi 😊
Bilety kupione, pora zobaczyć ten nowy dla mnie kawałek świata. Plan zakładał
podróż z Wrocławia do Warszawy, przesiadkę na kolejny lot do Porto, przesiadka
i lot do Ponta Delgada na wyspie São Miquel. Zaczęło się od zgrzytu; samolot, którym
miałam dolecieć do Warszawy zepsuł się. W rezultacie podstawiono inny samolot i
spóźniłam się na lot z Warszawy do Porto. LOT zaproponował inne połączenie do
Porto, przez Lizbonę. Nie będę rozpisywać się o szczegółach tej nowej
podróży – było mnóstwo nerwów, musiałam kupić hotel w Lizbonie, nowe bilety do
Ponta Delgada itp. Dobrze, że nie byłam sama, zawsze w grupie raźniej! Najważniejsze,
że w końcu dotarliśmy na Azory i humory znacznie się poprawiły. Paweł odebrał
nas z lotniska, uff…mogliśmy przywitać
się z resztą grupy i zacząć zachwycać się tą bajkową krainą 😊
Archipelag
dzieli się na trzy grupy. Grupa zachodnia posiada dwie wyspy: Corvo i Flores, centralna
to São Jorge, Pico, Faial, Graciosa oraz Terceira (dodatkowo São Jorge,
Pico i Faial to tak zwane Wyspy Trójkąta) oraz grupa wschodnia ze
słynnym São Miguel oraz mniej znana Santa Maria. Każda z dziewięciu
wysp ma swój własny, unikalny mikroklimat i krajobraz. Ja byłam tylko na dwóch wyspach i właśnie z tych miejsc opiszę swoje wrażenia.
Większość ludzi /tak jak ja/ ląduje na São Miquel
– to największa wyspa.
Pierwsze co się rzuca w oczy tuż po przylocie to
zieleń. Jest wszechobecna! I hortensje, które rosną dosłownie wszędzie: wzdłuż dróg,
pól i gór. Ich niebieskie, różowe, fioletowe czy białe płatki zachwycają. Poza
tym zieleń bucha z trawiastych zboczy wysokich gór i kalder wygasłych wulkanów.
Jest świeża - cudownie 😊
Ze
względu na bujną, zieloną roślinność i wulkaniczny krajobraz, Azory bywają
nazywane Europejską Nową Zelandią. Nie byłam w Nowej Zelandii, ale skoro tak ludzie
opisują Azory to pewnie coś w tym jest.
Zwiedzanie São Miguel każdego dnia uzależnialiśmy od pogody. Mimo, że przez cały czas było bardzo ciepło, gęste mgły na punktach widokowych często niweczyły nasze plany. Za bardzo skarżyć się jednak nie mogę - jeśli nie rano to popołudniu udawało się zobaczyć te cudowne miejsca:)
Zdecydowanie polecam wypożyczenie samochodu, które znacznie ułatwi dotarcie w różne zakątki wyspy. Mieszkaliśmy w wynajętym domu, w którym warunki były świetne, kuchnia do dyspozycji, basen... było naprawdę ok.
Tuż obok naszego domu był duży sklep sieci Continente, który oferował również produkty regionalne /przepyszne sery!/, w którym wydzielona była też część gastronomiczna. Tam chodziliśmy na śniadania. Można było zjeść zimne czy ciepłe kanapki /dość duży wybór/, napić się herbaty, świeżych soków czy kawy. Polecam to rozwiązanie - jest smacznie i tanio.
Zaczynamy nasze zwiedzanie :)
Cascata
do Limbo
Ten uroczy wodospad, położony jest w malowniczym Parque dos Moinhos. Z parkingu to tylko krótki spacer. Wokół jest mnóstwo hortensji - jedne już przekwitły, inne dopiero budzą się do życia.
Największą atrakcją parku jest wodospad Ribeira dos Caldeirões. Jego wody zasilają rzekę Ribeira dos Caldeirões, która przez stulecia napędzała koła młynów zbożowych.
Lecąc na Azory miałam w głowie widoki wulkanów bo przecież Azory to dom dla aktywnych wulkanów, choć na szczęście większość z nich drzemie sobie spokojnie. Byłam bardzo zaskoczona, że oprócz tych wulkanów mogę zobaczyć też takie cudowne miejsca i tak soczystą roślinność.
Kolejne miejsce warte zobaczenia to akwedukt...a właściwie to akwedukty. Jednym z nich jest Aqueduto do Carvão. Zbudowane z miejscowej lawy bazaltowej arkady, dziś porośnięte mchami i paprociami, harmonijnie wtapiają się w krajobraz.
To Muro das Nove Janelas (Ściana Dziewięciu Okien), czyli historyczny akwedukt porośnięty mchem.
Baaardzo mi się tam podobało :) No ale pora już na wulkany. Wykorzystywaliśmy małe okienka między chmurami, żeby zobaczyć z góry kratery.
Oto Lagoa do Pau Pique
– małe, niemal idealnie okrągłe jezioro kraterowe („Rybie Oko”). Jeziorko porasta
gęsty las, a ułożenie wodorostów wewnątrz wody tworzy charakterystyczny krąg
przypominający źrenicę oka.
Po
chwili nad krater nadciągnęły chmury
Mgły zasłaniają widok, ale tworzą też magiczny klimat
Pora na kolejne kratery. Teraz chcę Wam pokazać spektakularną kalderę wulkaniczną Sete Cidades z jeziorami kraterowymi. Na pierwszym planie głębokie Lagoa de Santiago – ciemnozielone, otoczone niemal pionowymi ścianami dawnego krateru, które nadają mu charakter ustronnego, niedostępnego akwenu. Cały kompleks stanowi największą kalderę Azorów – o średnicy 5 km
Jest to wizytówka São Miguel. Miradouro da Vista do Rei – „Widok Króla” – upamiętnia wizytę króla Karola I Portugalskiego w 1901 roku, kiedy to monarcha podziwiał stąd dwa największe i najsłynniejsze jeziora wyspy: Lagoa Azul i Lagoa Verde. Choć z góry wydaje się, że patrzysz na dwa oddzielne zbiorniki wodne rozdzielone wąskim mostem, w rzeczywistości jest to jedno jezioro.
Według legendy różnią się barwą, bo powstały z łez dwojga nieszczęśliwych kochanków – zielonookiej dziewczyny i błękitnookiego pasterza. W rzeczywistości różnica w kolorze wynika ze zróżnicowanej głębokości i kąta padania światła.
Kalderę możemy oglądać z różnej perspektywy, z różnych miejsc.
Dosyć sporo ludzi wybiera się na spacer wzdłuż krawędzi krateru.
Nad krater zaczęły napływać chmury
Pojawiło się nawet zjawisko brockenu
Następna kaldera, kolejne fajne miejsce widokowe. Zdjęcie przedstawia widok na malownicze jezioro Lagoa das Furnas oraz dolinę Furnas z punktu widokowego Miradouro do Pico do Ferro.
I jeszcze jedna kaldera - Lagoa do Fogo (Jezioro Ognia) otoczone zielonymi wzgórzami i spowite mgłą, z widoczną krętą drogą na wyspie.
Wiadomo, że wulkany występują nie tylko na lądzie - w oceanach również.
Ilhéu de Vila Franca do Campo - to niewielka wyspa położona około 1 km od brzegu São Miguel, będąca pozostałością podwodnej erupcji wulkanicznej sprzed około czterech tysięcy lat. Wyspa już w średniowieczu miała znaczenie praktyczne – znajdował się tu niewielki erem oraz punkt obserwacyjny. W czasach, gdy Azory narażone były na napady korsarzy i piratów, Ilhéu służyła mieszkańcom Vila Franca do Campo jako miejsce schronienia. Charakterystyczny, niemal kolisty kształt otacza wewnętrzną lagunę powstałą w miejscu krateru. Dzięki wąskiemu, naturalnemu przesmykowi woda oceaniczna swobodnie wpływa do środka, tworząc spokojny, osłonięty akwen – przeciwieństwo otwartego, wzburzonego Atlantyku.
Nie zwiedzaliśmy niestety małych miasteczek, a szkoda. Na wyspie byłam 2 i pół dnia, myślę że i tak dużo zobaczyłam. Sami widzicie, że jest tam mnóstwo ciekawych miejsc. No i oczywiście wieloryby!!! Przydałby się chociaż tydzień żeby to co najważniejsze ogarnąć, pozostaje niedosyt - jak po każdym wyjeździe ;) Pora na Terceirę!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz