9/05/2026

AZORY - São Miquel

 

    Za każdym razem kiedy wspominałam znajomym, że wybieram się na warsztaty fotograficzne z

 Pawłem Uchorczakiem na Azory, słyszałam od osób, które ten kraj odwiedziły: będziesz oczarowana! Oglądałam zdjęcia, kilka filmów… no tak, jest tam bardzo zielono, a to przecież kolor nadziei. Uspokaja i koi 😊 Bilety kupione, pora zobaczyć ten nowy dla mnie kawałek świata. Plan zakładał podróż z Wrocławia do Warszawy, przesiadkę na kolejny lot do Porto, przesiadka i lot do Ponta Delgada na wyspie São Miquel. Zaczęło się od zgrzytu; samolot, którym miałam dolecieć do Warszawy zepsuł się. W rezultacie podstawiono inny samolot i spóźniłam się na lot z Warszawy do Porto. LOT zaproponował inne połączenie do Porto, przez Lizbonę. Nie będę rozpisywać się o szczegółach tej nowej podróży – było mnóstwo nerwów, musiałam kupić hotel w Lizbonie, nowe bilety do Ponta Delgada itp. Dobrze, że nie byłam sama, zawsze w grupie raźniej! Najważniejsze, że w końcu dotarliśmy na Azory i humory znacznie się poprawiły. Paweł odebrał nas z lotniska, uff…mogliśmy  przywitać się z resztą grupy i zacząć zachwycać się tą bajkową krainą 😊


    Azory to część większej, egzotycznej rodziny wulkanicznych wysp, którą nazywamy Makaronezją lub Wyspami Szczęśliwymi. Od 1976 roku to niezależny region Portugalii. Mają tam swój własny rząd, swoje prawa i ogólnie rzecz biorąc, sami sobie rządzą.

    Archipelag dzieli się na trzy grupy. Grupa zachodnia posiada dwie wyspy: Corvo i Flores, centralna to São Jorge, Pico, Faial, Graciosa oraz Terceira (dodatkowo São Jorge, Pico i Faial to tak zwane Wyspy Trójkąta) oraz grupa wschodnia ze słynnym São Miguel oraz mniej znana Santa Maria. Każda z dziewięciu wysp ma swój własny, unikalny mikroklimat i krajobraz. Ja byłam tylko na dwóch wyspach i właśnie z tych miejsc opiszę swoje wrażenia. 

Większość ludzi /tak jak ja/ ląduje na São Miquel – to największa wyspa. 

Pierwsze co się rzuca w oczy tuż po przylocie to zieleń. Jest wszechobecna! I hortensje, które rosną dosłownie wszędzie: wzdłuż dróg, pól i gór. Ich niebieskie, różowe, fioletowe czy białe płatki zachwycają. Poza tym zieleń bucha z trawiastych zboczy wysokich gór i kalder wygasłych wulkanów. Jest świeża - cudownie 😊


    Ze względu na bujną, zieloną roślinność i wulkaniczny krajobraz, Azory bywają nazywane Europejską Nową Zelandią. Nie byłam w Nowej Zelandii, ale skoro tak ludzie opisują Azory to pewnie coś w tym jest.  

Zwiedzanie São Miguel każdego dnia uzależnialiśmy od pogody. Mimo, że przez cały czas było bardzo ciepło, gęste mgły na punktach widokowych często niweczyły nasze plany. Za bardzo skarżyć się jednak nie mogę - jeśli nie rano to popołudniu udawało się zobaczyć te cudowne miejsca:)

Zdecydowanie polecam wypożyczenie samochodu, które znacznie ułatwi dotarcie w różne zakątki wyspy. Mieszkaliśmy w wynajętym domu, w którym warunki były świetne, kuchnia do dyspozycji, basen... było naprawdę ok. 

Tuż obok naszego domu był duży sklep sieci Continente, który oferował również produkty regionalne /przepyszne sery!/, w którym wydzielona była też część gastronomiczna. Tam chodziliśmy na śniadania. Można było zjeść zimne czy ciepłe kanapki /dość duży wybór/, napić się herbaty, świeżych soków czy kawy. Polecam to rozwiązanie - jest smacznie i tanio. 

Zaczynamy nasze zwiedzanie :)

Cascata do Limbo

Ten uroczy wodospad, położony jest w malowniczym Parque dos Moinhos. Z parkingu to tylko krótki spacer. Wokół jest mnóstwo hortensji - jedne już przekwitły, inne dopiero budzą się do życia.







    Krótki spacer zaliczony, wszyscy wypoczęci więc jedziemy dalej. Kolejność zwiedzania wyspy nie jest zachowana - jak zwykle wszystko mi się już pomieszało ;)
    Na wyspie odwiedziliśmy jedną z dwóch nadal działających plantacji herbaty. Chá Gorreana to unikat w skali Europy, założona w 1883 roku. Na Azorach uprawia się przede wszystkim odmiany herbaty czarnej i zielonej. Tradycja sięga 1820 roku, kiedy sprowadzono pierwsze nasiona z Brazylii i Indii. Do dziś São Miguel pozostaje jedynym miejscem w Europie, gdzie herbata jest produkowana na skalę przemysłową. 






 Po buszowaniu między krzaczkami poszliśmy napić się pysznej, darmowej herbaty. Na miejscu można też kupić pamiątki.

    Kolejnym fajnym miejscem na wyspie jest Parque Natural da Ribeira dos Caldeirões. znajdujący się się na północno-wschodnim krańcu São Miguel. Obejmuje fragment doliny rzeki Ribeira dos Caldeirões, w której zachowały się wodospady, dawne młyny wodne i tradycyjna roślinność. Park utworzono w XX wieku w celu ochrony walorów przyrodniczych oraz dziedzictwa kulturowego związanego z eksploatacją wody. Do kompleksu prowadzi droga obsadzona hortensjami. W tym miejscu było sporo ludzi, co zdarza się w naprawdę nielicznych miejscach na wyspie.




Największą atrakcją parku jest wodospad Ribeira dos Caldeirões. Jego wody zasilają rzekę Ribeira dos Caldeirões, która przez stulecia napędzała koła młynów zbożowych.




Na wyspie rośnie też dziki imbir. Bardzo często przeplata się on z hortensjami.



 Lecąc na Azory miałam w głowie widoki wulkanów bo przecież Azory to dom dla aktywnych wulkanów, choć na szczęście większość z nich drzemie sobie spokojnie. Byłam bardzo zaskoczona, że oprócz tych wulkanów mogę zobaczyć też takie cudowne miejsca i tak soczystą roślinność. 

Kolejne miejsce warte zobaczenia to akwedukt...a właściwie to akwedukty. Jednym z nich jest Aqueduto do Carvão. Zbudowane z miejscowej lawy bazaltowej arkady, dziś porośnięte mchami i paprociami, harmonijnie wtapiają się w krajobraz.


To Muro das Nove Janelas (Ściana Dziewięciu Okien), czyli historyczny akwedukt porośnięty mchem.




Baaardzo mi się tam podobało :) No ale pora już na wulkany. Wykorzystywaliśmy małe okienka między chmurami, żeby zobaczyć z góry kratery. 

 Oto Lagoa do Pau Pique – małe, niemal idealnie okrągłe jezioro kraterowe („Rybie Oko”). Jeziorko porasta gęsty las, a ułożenie wodorostów wewnątrz wody tworzy charakterystyczny krąg przypominający źrenicę oka.


Po chwili nad krater nadciągnęły chmury


Mgły zasłaniają widok, ale tworzą też magiczny klimat 


Pora na kolejne kratery. Teraz chcę Wam pokazać spektakularną kalderę wulkaniczną Sete Cidades z jeziorami kraterowymi. Na pierwszym planie głębokie Lagoa de Santiago – ciemnozielone, otoczone niemal pionowymi ścianami dawnego krateru, które nadają mu charakter ustronnego, niedostępnego akwenu. Cały kompleks stanowi największą kalderę Azorów – o średnicy 5 km

Jest to wizytówka São Miguel. Miradouro da Vista do Rei – „Widok Króla” – upamiętnia wizytę króla Karola I Portugalskiego w 1901 roku, kiedy to monarcha podziwiał stąd dwa największe i najsłynniejsze jeziora wyspy: Lagoa Azul i Lagoa Verde. Choć z góry wydaje się, że patrzysz na dwa oddzielne zbiorniki wodne rozdzielone wąskim mostem, w rzeczywistości jest to jedno jezioro.

Według legendy różnią się barwą, bo powstały z łez dwojga nieszczęśliwych kochanków – zielonookiej dziewczyny i błękitnookiego pasterza. W rzeczywistości różnica w kolorze wynika ze zróżnicowanej głębokości i kąta padania światła.


Kalderę możemy oglądać z różnej perspektywy, z różnych miejsc.



Dosyć sporo ludzi wybiera się na spacer wzdłuż krawędzi krateru.

Nad krater zaczęły napływać chmury


Pojawiło się nawet zjawisko brockenu



    Następna kaldera, kolejne fajne miejsce widokowe. Zdjęcie przedstawia widok na malownicze jezioro Lagoa das Furnas oraz dolinę Furnas z punktu widokowego Miradouro do Pico do Ferro.



I jeszcze jedna kaldera - Lagoa do Fogo (Jezioro Ognia) otoczone zielonymi wzgórzami i spowite mgłą, z widoczną krętą drogą na wyspie.






Wiadomo, że wulkany występują nie tylko na lądzie - w oceanach również. 

Ilhéu de Vila Franca do Campo - to niewielka wyspa położona około 1 km od brzegu São Miguel, będąca pozostałością podwodnej erupcji wulkanicznej sprzed około czterech tysięcy lat. Wyspa już w średniowieczu miała znaczenie praktyczne – znajdował się tu niewielki erem oraz punkt obserwacyjny. W czasach, gdy Azory narażone były na napady korsarzy i piratów, Ilhéu służyła mieszkańcom Vila Franca do Campo jako miejsce schronienia. Charakterystyczny, niemal kolisty kształt otacza wewnętrzną lagunę powstałą w miejscu krateru. Dzięki wąskiemu, naturalnemu przesmykowi woda oceaniczna swobodnie wpływa do środka, tworząc spokojny, osłonięty akwen – przeciwieństwo otwartego, wzburzonego Atlantyku.



Niedaleko wybrzeża odwiedziliśmy jeszcze jedno ciekawe miejsce. Na wzgórzu górującym nad Vila Franca do Campo wznosi się kaplica Nossa Senhora da Paz. Do świątyni prowadzą monumentalne schody, na których kolejne poziomy zdobią panele z błękitno-białych azulejos, przedstawiające sceny z życia Maryi i Chrystusa. Pierwszą kaplicę zbudowano w XVI wieku, jako wotum po tragicznym trzęsieniu ziemi i lawinie błotnej z 1522 roku. Dzisiejszy kościół pochodzi z XVIII wieku, a wezwanie „Matki Bożej Pokoju” odzwierciedla pragnienie mieszkańców, by po kataklizmie nastał czas spokoju i bezpieczeństwa.




Nie zwiedzaliśmy niestety małych miasteczek, a szkoda. Na wyspie byłam 2 i pół dnia, myślę że i tak dużo zobaczyłam. Sami widzicie, że jest tam mnóstwo ciekawych miejsc. No i oczywiście wieloryby!!! Przydałby się chociaż tydzień żeby to co najważniejsze ogarnąć, pozostaje niedosyt - jak po każdym wyjeździe ;) Pora na Terceirę!




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2017 Wojaże Słowików